Andrzej Dąbrówka

Teatr a rzeczy święte



Zmarła niedawno wybitna polska germanistka prof. Elida Maria Szarota wyraziła się, że siedemnastowieczny teatr jezuicki (była jego największą znawczynią) służył jako środek masowego przekazu, podobny do dzisiejszej telewizji. Zapewne można to powiedzieć o ówczesnym teatrze w całości. Krytykowany za to, że częściej bywa w teatrze niż na kościelnych kazaniach, holenderski następca tronu bronił się: ,,Gdyby predykanci trochę lepiej się starali, więcej ludzi by do nich przychodziło''. Czyniący honory domu młody książę zapraszał nawet na przedstawienia swoich gości, jak np. bawiącą przejazdem Marię Gonzagę, świeżo upieczoną królową Polski, która po paryskich zaślubinach ,,z rękawicą'' Władysława IV jechała w 1645 r. przez Niderlandy do Polski, żeby poznać swojego (bodajże dość pechowo dobranego) oblubieńca i nową ojczyznę.

Jedyny wóczas (350 lat temu) teatr stały w Amsterdamie - nawet objęty kuratelą kalwińskich duchownych - wart był, jak widać, częstych podróży ze stołecznej Hagi - nawet dzisiaj może się przechodniowi zdarzyć, że na Placu Lejdejskim przed miejskim teatrem w Amsterdamie zobaczy wychodzącą po przedstawieniu królową: nieoficjalnie, bez żadnej asysty.

Propagandowe i rozrywkowe cele oraz masowy charakter przedstawienia teatralnego były jeszcze wyraźniejsze w średniowieczu. Zanim humanizm nie zaprowadził mody na sztuki antyczne (Seneka), reformacja zaś nie obciążyła rodzimego repertuaru z XIII-XV wieku zarzutem bałwochwalstwa, pokazywanie rzeczy świętych należało do najważniejszych zadań organizatorów widowisk.

W misteriach przedstawiających osoby i zdarzenia opisane w Biblii ludzie oglądali sacrum z całym bogactwem, w jakim się w Piśmie Świętym oraz w księgach niekanonicznych objawiło; do dziś tu i ówdzie podtrzymywana jest tradycja inscenizowania Męki Pańskiej, a szopka na Boże Narodzenie to szczególny teatrzyk kukiełkowy.

Później przyszły mirakle - sztuki, w których całkowicie świecką intrygę rozplątują, czyniąc cuda, święci Pańscy (najczęściej Maryja). Są to inscenizacje przykładnych przypowieści, do których chętnie sięgali kaznodzieje - do dziś w tym celują franciszkanie, nauczeni przez swojego wielkiego poprzednika Rogera Bacona.

Mirakle uczyło ludzi, że Bóg jest tylko w niebie, ale można liczyć na Jego pomoc, jeśli człowiek wierzy i się modli. Malując w kościele fresk pewien malarz potyka się i spada z rusztowania. Maryja wyciąga z obrazu rękę i go podrzymuje. Uratowała go nie dlatego, oczywiście, że ją namalował, ale dlatego, że codziennie odmawiał zdrowaśkę. Sacrum jest w innej rzeczywistości, ale mamy z nią łączność, a jeśli zasłużymy, spotka nas cud.

I wreszcie moralitet: bodaj najważniejszy gatunek w dramacie przedrenesansowym, nastał tuż przed Reformacją i pokazuje człowieka, którego kontakt ze świętością jest całkowicie ograniczony do siedmiu sakramentów. One organizują nasze życie w uporządkowany ciąg zdarzeń, których sensem jest zbawienie. Nie ma cudów, codzienne obcowanie z lepszym światem jest możliwe tylko poprzez modlitweę i nabożeństwo. Najsłynniejszy moralitet z końca piętnastego wieku, flamandzki Elckerlijc (znany w angielskim przekładzie Everyman - ,,Każdy'', główny zarys zachowuje Kupiec Mikołaja Reja nie daje człowiekowi żadnej szansy na cudowne zbawienie: jedynie może go spotkać łaska, o ile potrafi swoje życie ułożyć w zgodzie z sakramentalnym wzorcem.

W ten sposób teatr towarzyszył przemianom pobożności od form ludowych, opartych na niemal fizycznym obcowaniu z sacrum, do formalnego sakramentalizmu, gdzie sacrum istnieje tylko duchowo, a manifestuje się tylko w przewidzianych doktryną miejscach i chwilach, nie na najgorętsze nawet życzenie.



Autor, niderlandysta z Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie przygotowuje rozprawę habilitacyjną z zakresu estetyki średniowiecznych gatunków dramatycznych.





Podkowiański Magazyn Kulturalny  [ Strona główna ]  [ Archiwum ]