PODKOWIAŃSKI MAGAZYN KULTURALNY, nr 61-62

Miasta i miejsca

W Szetejniach i Krasnogrudzie



W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.
(...)
Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na zawsze spełni.

Czesław Miłosz, W mojej ojczyźnie


Krasnogruda

Krasnogruda (fot. Grzegorz Sobczyński)


„Od drogi aleją idzie się w stronę domu. Jak tunel, tak gęste są tutaj lipy, zniża się aż do sadzawki koło świrna. (...) Za sadzawką aleja wznosi się znowu i nagle otwiera się jasność gazonu. Dom jest biały, tak niski, że dach, na którego deszczułkach mieszka gdzieniegdzie mech i trawa, wydaje się go przygniatać. Dzikie wino, którego jagody ściągają język, oplata okna i dwie kolumienki na ganku.” (Dolina Issy)

W „samym sercu Litwy”, na styku Żmudzi i Auksztoty, znajduje się rodzinne gniazdo poety – miejsce urodzenia, przedstawione przez niego w powieści Dolina Issy. Maleńka osada Szetejnie składa się dziś z kilku niedużych domków położonych na wysokim brzegu rzeki Niewiaży. Dotrzeć tu można drogą na północ od Kiejdan, pokonując wspaniałą przestrzeń równiny z ciągnącymi się aż po horyzont polami. Niekiedy w oddali widać drewniane zabudowania gospodarstw, ubogie, oddalone od siebie. Najlepiej opisać drogę słowami poety: „równina pod chmurami niskimi rozpięta/ Smugami pyłów i zbożowych fałd” ( Równina). To okolica pusta, słabo zaludniona, bardzo prowincjonalna, wywołująca nieuchronnie refleksje o tym, jak się stąd wydostać do wielkiego świata? Jaką drogę pokonać musiał poeta stąd aż do Berkeley? Jak ta wielka przestrzeń wpłynęła na jego osobowość, czy umocniła poczucie niezależności?

Według słów młodszego brata poety, Andrzeja Miłosza, dziennikarza, literata i tłumacza: „Najważniejszą postacią dla Czesława był nasz dziadek, ojciec matki, Zygmunt Kunat, który z rodzinnej Krasnogrudy na Suwalszczyźnie przeniósł się do Szetejń na Litwie, żeniąc się z Józefą Syruciówną, późniejszą naszą babką. To po dziadku Kunacie Czesław odziedziczył zainteresowanie przyrodą, roślinami, ptakami ... (...) Dwór Szetejnie utrzymywał przed I wojną światową szkołę, gdzie nasza matka uczyła chłopskie dzieci, oczywiście po polsku, ale dziadek, zwany przez sąsiadów ziemian „litwomanem”, opłacał też nauczyciela Litwina.” Nie istnieje już przytulny, choć skromny dworek dziadków Czesława Miłosza, rodziców jego matki, Weroniki z Kunatów, w którym przyszedł na świat, spędził wczesne dzieciństwo i mieszkał później jeszcze po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w latach 1918- 1920. Rozebrano go za czasów sowieckich w latach 60. ubiegłego wieku. W poemacie Osobny zeszyt: Gwiazda Piołun pisał o tym poeta:

„Kiedy Tomas przywiózł wiadomość, że domu, w którym się urodziłem, nie ma,
Ani alei, ani parku, schodzącego do rzeki, nic,
Przyśnił mi się sen powrotu. Radosny. Barwny. Latać umiałem.


I drzewa były jeszcze większe niż w dzieciństwie, bo rosły cały czas, kiedy ich już nie było.”

Z dawnych zabudowań pozostał tylko spichlerz i obecnie w tym skromnym, nieciekawym pod względem architektonicznym obiekcie znajduje się Centrum Kultury im. Czesława Miłosza. Nazwa „Centrum” niezbyt pasuje do niewielkiego budynku, sprawiającego raczej wrażenie małomiasteczkowego Domu Kultury. Przez okna, swojsko ustrojone pelargoniami, dojrzeć można niezbyt dużą salę, przeznaczoną do prelekcji lub koncertów, schludne pomieszczenie gabinetowe i schody na poddasze. Mimo pozorów odosobnienia toczy się tu życie kulturalne, np. w 2001 r. zorganizowano międzynarodowy plener rzeźbiarski, którego efekty – drewniane rzeźby, przedstawiające m. in. postacie z Doliny Issy – rozmieszczono w dworskim parku, a raczej w tym, co z niego zostało. Nad sadzawką, wysychającą w otoczeniu wianuszka wysokich drzew ustawiono rzeźbę czarnej świni, a w głębi trawnika – Magdaleny z Doliny Issy, Matki Boskiej Sejneńskiej, św. Jana Nepomucena.

Niestety, nie znajdzie się tu żadnej tabliczki z informacją o przeznaczeniu budynku, programie imprez czy godzinach otwarcia dla zwiedzających. Na placyku przed domem umieszczono dużą tablicę informacyjną, ale tylko w języku litewskim i angielskim (a przecież, jeśli ktoś ciekawy tu dotrze, to najpewniej będzie to polski miłośnik poezji), z której można się dowiedzieć, że Miłosz spędził 50 lat za granicą: w Polsce, Francji i USA. Podane informacje nie są zbyt aktualne, np. nie odnotowują śmierci Czesława Miłosza. Nie ma też najmniejszej wzmianki o tym, w jakim języku tworzył poeta. Takie omijanie prawdy o wielkim twórcy nie pomoże pokonać barier między Polakami i Litwinami, wręcz przeciwnie, bariery te umacnia. Prawdą zaś jest to, że Miłosz nie pisał w języku litewskim, tylko po polsku, choć po litewsku umiał czytać. Niewątpliwie pochodził z polskiej szlachty, ale był człowiekiem „tutejszym”, Litwinem z racji miejsca urodzenia, tu nabył podstawy poglądów na świat. Ponadto interesował go los narodu litewskiego i w latach międzywojennych wyrażał niepopularny wówczas pogląd, iż Wilno powinno być stolicą niepodległej Litwy, a nie miastem polskim. Można więc nazywać go poetą pogranicza kultur, poetą polsko-litewskim, dla którego przywiązanie do Litwy, a w szczególności do bliskich mu miejsc, takich jak Szetejnie czy Wilno, łączyło się w sposób naturalny z przywiązaniem do Polski i jej kultury. Wobec tego i Polacy, i Litwini powinni uszanować tę podwójną osobowość poety, bo z niej wysnuł bogactwo emocji i treści; nie przywłaszczać go przez jedną tylko stronę. Za sprawą unii lubelskiej część historii mamy z Litwinami wspólną, warto więc pokazywać osiągnięcia, które wynikły z tej wspólnoty, zwłaszcza że znów łączy nas unia, tym razem europejska.

Spomiędzy drzew, które kiedyś składały się na park dworski, prześwituje lustro rzeki. To magiczna Niewiaża, znana z twórczości Miłosza, jeden z dopływów Niemna: „Nisko za drzewami strona Rzeki, za mną i budynkami strona Lasu (...)/  Gdziekolwiek wędrowałem, po jakich kontynentach, zawsze twarzą byłem zwrócony do Rzeki.” Od dawnego spichlerza do brzegu można zejść rozjeżdżoną polną drogą, wśród chaszczy zdziczałego parku. Płynie, malowniczo zakręcając, między gęstą roślinnością. W jednym miejscu pozostało obmurowanie brzegu, być może znajdował się tu mostek. Można stąd, spomiędzy szuwarów, oglądać zakole rzeki, nad którym nie ma ludzi, zwierząt, zabudowań. Cisza i odosobnienie otaczają rzekę tajemniczą aurą, którą potęguje świadomość, że była miejscem mitycznym dla poety: „Issa jest czarna, głęboka, o leniwym prądzie, szczelnie obrosła łoziną; jej powierzchnia jest ledwie widoczna pod liśćmi lilii wodnych; wije się po łąkach, a pola, rozłożone na łagodnych zboczach po obu jej stronach, mają glebę urodzajną” (Dolina Issy).

W latach dziewięćdziesiątych, po ponad półwieczu, spełnił się „sen powrotu” i poeta dwukrotnie znalazł się w miejscu swego urodzenia. Litwini chcieli mu zwrócić pozostały majątek, jednak Szetejnie zapisał Fundacji Miejsc Rodzinnych Czesława Miłosza, aby urządzono tu ośrodek kultury. I tak właśnie się stało. Młode dęby na trawniku przed domem są pamiątką po wizycie związanej z otwarciem obiektu; jeden z nich, zasadzony ręką Miłosza, rośnie w miejscu, gdzie stał dwór. Wrażenia z tej sentymentalnej podróży do „kraju lat dziecinnych” można odnaleźć w tomie poezji Litwa po pięćdziesięciu dwóch latach.


Krasnogruda

Wyobraźcie sobie młodzieńca, który idzie brzegiem jeziora
W upalne przedpołudnie. (...)
Ten młody człowiek to ja. Byłem nim, może jestem
Choć minęło pół wieku.


(Czesław Miłosz, Sześć wykładów wierszem


Jadąc z Sejn do przejścia granicznego z Litwą w Ogrodnikach, mija się piękne jezioro Hołny, którego drugi brzeg porośnięty jest lasem. Mało kto wie, że w tym właśnie lesie ukrywa się modrzewiowy dworek z końca XVIII wieku, związany z młodością noblisty. Dostać się tu można przez las, podróżując od Sejn na Żagary, a dalej malowniczymi polnymi drogami wśród pagórków i jezior, tak charakterystycznych dla tego regionu. Z jednego ze wzgórz, którym biegnie droga, rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na podłużne jezioro Gaładuś; wzdłuż jednego z jego brzegów ciągnie się granica Polski z Litwą. Do tego właśnie zakątka ciągną niekiedy wielbiciele poezji w swych wakacyjnych wędrówkach w poszukiwaniu fascynujących miejsc o niepowtarzalnej atmosferze. Krasnogruda to z pewnością jedno z nich.

Wyłaniający się z gęstwiny chaszczy mocno podniszczony drewniany dwór z gankiem i gontowym dachem to jedyny budynek, który ocalał z dawnego majątku Krasnogruda, dóbr rozległych i zamożnych, które jednak z biegiem czasu zmniejszyły się i podupadły. Od drugiej połowy XIX wieku należały do rodziny Kunatów, przodków matki poety. W okresie międzywojennym właścicielkami były cioteczne siostry matki Miłosza, Gabriela Lipska i Janina Niementowska, które latem prowadziły we dworze nieduży pensjonat, głównie dla warszawskiej inteligencji. Czesław Miłosz przyjeżdżał tu niejednokrotnie podczas wakacji jako uczeń wileńskiego gimnazjum, a potem student prawa. W majątku ciotek spędzał czas na wędrówkach po lesie, pływaniu kajakiem, poznawaniu przyrody, a także na zabawianiu letników. Po półwieczu znalazł się jeszcze raz w tym miejscu pełnym wspomnień, o których tak mówił w wywiadzie przeprowadzonym przez Aleksandra Fiuta: „Jakiś dramat miłosny przeżyłem, chciałem się zastrzelić. (...) Jakieś wielkie samotności, wielkie udręki (...). Zresztą Krasnogruda jest dla mnie miejscem bardzo wielu sprzecznych przeżyć”. Te intensywne emocje okresu dojrzewania miały miejsce w otoczeniu niezwykle pięknej przyrody. Wokół dworu rozciągał się park, który schodził ku rozległemu jezioru; pełno tu było ryb, ptactwa i drobnej leśnej zwierzyny.

Wakacje w Krasnogrudzie zaowocowały kilkoma wczesnymi utworami. Tu powstały wiersze: Wieczorem wiatr (1934) i Ptaki (1935); ciotce Gabrieli zadedykował młody poeta Pieśń, zamieszczoną, tak jak i poprzednie utwory, w tomie Trzy zimy z 1936 roku. Natomiast przeżycia związane z ponownym pobytem w tych miejscach znalazły odbicie m. in. w wierszu Powrót (1990), zawierającym takie wyznanie: „A jednak nie zaprę się ciebie, nieszczęsny młodziku,/ I powodów twoich cierpień nie nazwę głupimi.”

Dzisiaj z parku niewiele zostało, w większości zamienił się w las. Dworek wygląda na opuszczony, kryje się wśród wysokich chwastów, jakby zapomniany. Na szczęście jednak to tylko jedno z oblicz Krasnogrudy, która po latach pustki i zaniedbania bywa też miejscem pełnym życia i gwaru. W 2003 roku, zgodnie z wolą spadkobierców, m. in. obu braci Miłoszów, dwór oddano w trzydziestoletnią dzierżawę Fundacji Pogranicze z Sejn, która snuje wielkie plany wobec tego miejsca. Ma tu powstać Międzynarodowe Centrum Dialogu im. Czesława Miłosza, z kilkoma rozrzuconymi na dość rozległym terenie obiektami, na przykład skryptorium, austerią, wieżą.

14 sierpnia 2005 roku, w pierwszą rocznicę śmierci noblisty, krasnogrudzki dwór ożył za sprawą młodych ludzi z sejneńskiego Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”. Dom ozdobiono bukietami z jarzębiny i otwarto dla gości. Wśród nich byli tłumacze poezji Miłosza, przede wszystkim Tomas Venclova, który na ganku czytał wiersze noblisty po polsku i litewsku. Licznie przybyli mieszkańcy okolicy, część z nich to Litwini, nie brakowało też turystów. Poezję uzupełniała muzyka klezmerska w wykonaniu młodzieżowej orkiestry Teatru Sejneńskiego oraz pieśni litewskiego zespołu ludowego. Krasnogruda tego wieczoru stała się miejscem, w którym łączą się kultury, prawdziwym tyglem kulturalnym pogranicza.

Wewnątrz dworu przygotowano wystawę fotografii związanych z poetą. Można było oglądać zdjęcia z przedwojennej Krasnogrudy, a na nich młodego Czesława Miłosza w otoczeniu rodziny i znajomych oraz zdjęcia z powrotu sędziwego poety na Suwalszczyznę. Wyłożono także projekty rewitalizacji zabytkowego dworku i budowy Centrum Dialogu. Realizacja tych ambitnych planów wymaga niemałych nakładów, toteż Fundacja Pogranicze rozpoczęła starania o dofinansowanie z Unii Europejskiej. Po kilku latach zabiegów uzyskano fundusze unijne i już w tym roku mają rozpocząć się prace przygotowawcze do remontu dworu i budowy Centrum.

„Miłoszówka”, jak w okolicy nazywają dworek, przez kilka letnich sezonów była też miejscem ciekawego plenerowego spektaklu. Młodzi aktorzy z Teatru Sejneńskiego wystawiali Dolinę Issy według Czesława Miłosza – opowieść w obrazach, po zmroku, w przestrzeniach parku krasnogrudzkiego, według scenariusza i w reżyserii Małgorzaty Sporek-Czyżewskiej i Wojciecha Szroedera, prowadzących Ośrodek „ Pogranicze”. W tej pełnej ekspresji, plastycznej inscenizacji połączyły się w naturalny sposób dwa miejsca ważne w biografii poety: dworek i pozostałości parku w Krasnogrudzie odegrały rolę dworu dziadka w Szetejniach. Spektakl, cieszący się sporym zainteresowaniem, sfilmowano i można go w tej wersji oglądać na pokazach w Białej Synagodze w Sejnach, gdzie „Pogranicze” ma swoją siedzibę.

Obydwa miejsca, Szetejnie i Krasnogruda, wiele znaczyły dla emocjonalnego i artystycznego rozwoju poety. Wracał do nich we wspomnieniach, konfrontował z inną przyrodą i innymi krajobrazami, czasem próbował je odrzucić, jak choćby w wierszu Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku:

Po cóż mi wspominać
Żółte od liści młodziutkich Ponary,
Zapach wilczego łyka migdałowy,
Echa po lasach od wrzasku cietrzewi? (...)
Tamte moje ślady zatarł nie tylko pęd zim i jesieni.


Jednak zawsze były punktem odniesienia, a po latach, gdy mógł je znów zobaczyć, źródłem wzruszenia i nowych wierszy. Wspomniany już Tomas Venclova, litewski poeta i tłumacz polskiej poezji, powiedział o Miłoszu, że był jak mało kto zanurzony w swoim miejscu i czasie. Dobrze, że ten dawny czas i te miejsca tchnące szczególną literacką atmosferą znów się ożywiają, znów stają się inspirujące dla twórców, przyciągają też wielbicieli poezji z różnych miejsc Polski i świata.



Kalina Sobczyńska



Wykorzystane źródła:
Aleksander Fiut, Rozmowy z Czesławem Miłoszem, Kraków 1981
Grzegorz Rąkowski, Polska egzotyczna I, Pruszków 2005
www.milosz.lt
www.dziennik.pl
www.tygodnik.com.pl



 <– Spis treści numeru