Anna Piwkowska

To było w Odessie

Psy na chodnikach od upału
leżały. Wiało piaskiem w oczy.
Piekły źrenice. Wirowały
śmieci. Piętrzyły się owoce
na rogach ulic. Sok z melonów
plamił nam skórę i ubrania.
Białe spódnice krochmalone
wieczorem były do uprania.
Wiał wiatr ze stepu. Wszystkie koty
szukały piwnic lub dziur w bramach.
Saksofonista jeden motyw
wygrywał. Ktoś miał do sprzedania
legwany, węże, krokodyle.
– Czetyrie hrywny – krzyczał z tłumu.
Zmęczone, unurzane w pyle
miasto wyzbyło się rozumu.
Pachniało kurzem i zjełczałym
olejem. Upał topił chodnik.
I nasze palce się spotkały,
chociaż milczałam od tygodni.
Noc przemieliła się ze świtem,
dzień sypnął pieprzem, zapiekł w oczach,
zmagał się chwilę byt z niebytem
i dzień zwyciężał, kwitły zbocza.
Skrzypiały dźwignie ziemskiej osi,
ranek na moment gasił pożar,
a w nas nieznany odpływ znosił
meduzy, glony, w głąb, do morza.


Odessa, sierpień 2002




Michał Kuzmin

Poezja

Nie umiem
tłumaczyć
z portugalskiego.

Nie umiem
tłumaczyć
z chińskiego.

Kiepsko tłumaczę
z natury.

Ledwo-ledwo
z wyświechtanych
obrazów.

Pod koniec sierpnia
zacząłem przekład
z jesiennego wiatru.

Nie udało mi się.

Teraz znów
tłumaczę
z języka ojczystego
na język dzieciństwa.

przeł. Piotr Mitzner





Krystiana Robb-Narbutt

Ulepić wiersz
z ciężkiego zapachu bzu
łagodnego piękna pól
obłoku na końcu drogi
spoiwem
czas pajęczej nici



Błękit pośród zieleni orzecha
odsłania kawałek niebytu
słodkiego i lekkiego jak wata cukrowa
to wciąga w spekulacje
bliskie że Boga nie ma
jak wykrzyczał Nietzsche
a co z nami
z M krzątającym się po ogrodzie
odprawiającym nabożeństwo powitania roślin
ze mną skrytą pod winoroślą
obserwującą kosmos bycia na ziemi
naszym starym psem
wylegującym się na słońcu
z lekkim pomrukiwaniem
wskazującym że śni o istnieniu



Bezradność wobec piękna
to boli
tyle obrazów
nie do namalowania
schowane w nas
doczekają
schyłku lata
początku jesieni
spełnienia w wyobraźni



To goździki chińskie gałązkowe
mówi M
razem podziwiamy ich piękno
róż i czerwień



Elementarz uczuć
niebieska plama M
czarna Maksa na górce
górka chromoksyt z bielą
odpowiednik M w błękicie nieba
Maksa w pniu drzewa
zachować ciepło tego dnia




Piotr Mitzner

Więzień czyli Walerian Łukasiński

1.
loża zmienia się nagle w loch
kat łamie mi nad głową przyjaciół

changement á vue

teatr narodowy

W pojedynczej celi
sam w sobie

bratem
Kainem i Ablem
nożem i gardłem

długim niedokonaniem


2.
ty tu jeszcze wrócisz
woła źródło
za strumieniem

woła pień
za korzeniem

woła szczyt
za kamieniem

Polska za Polską


3.
aresztantowi odebrano
czas i przestrzeń
to znaczy
zegarek i sznurówki


4.
obcym nie otwieraj
mów że rodzice
są w domu
tylko śpią


5.
Tu nawet zmieszana z cukrem
sól smakuje jak sól

wędzidło jak wędzidło


6.
hormony narodowe
honory oddane
łapczywe sztandary
żelazne zapasy
zimne manierki
zębate gwiazdy powoli
śnijcie
mnie pod pierzynką krwi



z tomu Podmiot domyślny,
Dom Wydawniczy Tchu, Warszawa 2007




Iwan Turgieniew

W drodze

Mroźny poranek, mgłą siwą zasnuty,
Pola po krańce śniegiem zasypane...
Wspomnisz dni dawnych godziny, minuty,
I rysy drogie, dawno zapomniane.


Wspomnisz rozmowy długiej każde zdanie,
Spojrzenia chciwie, ukradkiem łowione,
Pierwsze spotkanie, ostatnie spotkanie,
Głosu cichego brzmienie upragnione.


Wspomnisz rozłąkę i na to wspomnienie
Dziwny ci uśmiech zaigra na twarzy...
I patrząc w niebo, słysząc kół skrzypienie,
Będziesz w zadumie wspominać i marzyć.


przeł. Hanna Bartoszewicz




Иван Тургенев

В дороге

Утро туманное, утро седое,
Нивы печальные, снегом покрытые …
Нехотя вспомнишь и время былое,
Вспомнишь и лица, давно позабытые.


Вспомнишь обильные, страстные речи,
Взгляды, так жадно, так робко ловимые,
Первая встреча, последняя встреча,
Тихого голоса звуки любимые.


Вспомнишь разлуку з улыбкою странною,
Многое вспомнишь, родное, далекое,
Слушая ропот колес непрестанный,
Глядя задумчиво в небо широкое.



 <– Spis treści numeru