PODKOWIAŃSKI MAGAZYN KULTURALNY, nr 35-36

Sławomir Łodziński

Do Polski na saksy?

Społeczna akceptacja pracy cudzoziemców w Polsce



Zjawisko zatrudniania cudzoziemców — zarówno legalnego, jak i nielegalnego — jest w Polsce stosunkowo nowe, ponieważ do 1989 r. bywali oni zatrudniani tylko sporadycznie: jako specjaliści, wykładowcy akademiccy, czasem także w zawodach artystycznych.

Praca legalna, to praca wykonywana na podstawie zezwolenia urzędu pracy. Stanowi ono podstawę do ubiegania się w polskim przedstawicielstwie dyplomatycznym bądź w urzędzie konsularnym o prawo pobytu (wizę) w celu wykonywania pracy na terytorium Polski. Oznacza to, że o prawo do pracy w naszym kraju cudzoziemiec może się starać jedynie za granicą, wskazując konkretne miejsce oraz pracodawcę, a jeśli później okaże się, że jest zatrudniony niezgodnie z uzyskanym zezwoleniem, to zostanie mu ono cofnięte. Zatrudnianie cudzoziemców bez zezwolenia jest niezgodne z prawem. Ustawa o zatrudnianiu i przeciwdziałaniu bezrobociu przewiduje z tego tytułu odpowiedzialność karną, której podlegają zarówno pracodawca, jak i wykonujący pracę cudzoziemiec.

Obcokrajowców pracujących w Polsce legalnie nie jest dużo. W latach dziewięćdziesiątych udzielano kilkanaście tysięcy, a od roku 2000 nieco ponad dwadzieścia tysięcy zezwoleń rocznie, z czego ok. 40% obywatelom krajów byłego ZSRR (poza tym także przybyszom z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Wietnamu, Chin i USA). Jeżeli do tej grupy doliczymy jeszcze obcokrajowców, którzy mają kartę stałego pobytu lub status uchodźcy (ok. 30 – 35 tys.), to otrzymamy niewiele ponad 50 tys. osób, co na naszym rynku pracy stanowi nieledwie margines. (Dla porównania w Czechach w 2001 r. pracowało legalnie ponad 40 tys. cudzoziemców, nie licząc obywateli Słowacji, którzy pozwolenie na pracę dostają na podstawie odrębnych przepisów).

Liczba cudzoziemców zatrudnionych nielegalnie jest znacznie wyższa. Państwowa Inspekcja Pracy szacuje ją na 100 – 150 tys. osób, a Krajowy Urząd Pracy nawet na 800 tysięcy do miliona. W większości przypadków chodzi tu o prace dorywcze i sezonowe, ponieważ polskie prawo w ogóle nie przewiduje możliwości zatrudniania obcokrajowców jako pracowników sezonowych.

Najwięcej takich nielegalnych pracowników jest w budownictwie, rolnictwie, ogrodnictwie, gastronomii i gospodarstwach domowych. Prace te podejmują głównie obywatele krajów byłego ZSRR (zwłaszcza Ukrainy) w ramach krótkotrwałych, ale wielokrotnie powtarzanych przyjazdów do Polski, łączonych często z działalnością handlową. Ta szara strefa rynku pracy obrosła już nawet w infrastrukturę — transport (głównie autobusowy), bazę noclegową i pośrednictwo pracy (z lokalnymi giełdami).


Za i przeciw

Jak świadczy sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS-u) z roku 1992, Polacy w większości (73%) uznawali zjawisko migracji zarobkowej za niekorzystne dla kraju: 42% było zdania, że w ogóle nie powinno się pozwalać cudzoziemcom na pracę w Polsce, 39% godziło się z podejmowaniem przez nich niektórych rodzajów zajęć i tylko 9% nie stawiałoby tu żadnych ograniczeń. W analogicznym sondażu z roku 1999 odsetki te wynosiły odpowiednio: 31%, 46% i 18%, co świadczy o wyraźnej liberalizacji poglądów w ciągu minionej dekady.

Bezrobotni, emeryci i renciści częściej niż osoby pracujące wyrażają sprzeciw wobec zatrudniania cudzoziemców. O ile poglądy bezrobotnych można wytłumaczyć obawą przed konkurencją na rynku pracy, o tyle opinie emerytów i rencistów kształtowane są raczej przez stereotypy — wśród badanych, którzy nie znają osobiście żadnego cudzoziemca mieszkającego w Polsce, odsetek przeciwników jest dwa razy większy niż wśród osób, które kogoś takiego znają. Jest ich również więcej wśród mieszkańców wsi niż miast (gdzie pracuje większość obcokrajowców).

Podobne opinie odzwierciedlił sondaż z 2000 r. — 40% respondentów sprzeciwiało się swobodnemu podejmowaniu pracy przez cudzoziemców, 45% wyrażało na nią zgodę, a 16% nie miało w tej sprawie zdania. Zdecydowanie przeciw opowiedziało się 24% badanych, głównie osób starszych o wykształceniu podstawowym, rolników i robotników niewykwalifikowanych. W tej grupie przeważała opinia, że cudzoziemcy mogą stanowić konkurencję na rynku pracy w Polsce.

Polacy najbardziej skłonni są zaakceptować obcokrajowca jako sąsiada, współpracownika (71%) oraz jako specjalistę, np. lekarza (69%), mniej jako szefa (60%), księdza w parafii (53%) i nauczyciela (42%). Akceptacja cudzoziemca w każdej ze wspomnianych ról rośnie wraz z wykształceniem. Wyraźny wpływ ma tu także miejsce zamieszkania — mieszkańcy wsi zachowują wobec obcokrajowców większą rezerwę niż mieszkańcy miast. Większej ich akceptacji sprzyja natomiast poczucie życia w dobrych warunkach materialnych i osobisty kontakt z cudzoziemcami, a także zdolność do jego nawiązania, mierzona znajomością języka obcego.

Zgoda Polaków na pracę cudzoziemców okazuje się więc w dwojaki sposób ograniczona. Po pierwsze, oznacza głównie akceptację ich zatrudnienia w określonych dziedzinach, a po drugie — dotyczy przede wszystkim tych ról zawodowych, w których obcokrajowiec będzie co najwyżej współpracownikiem (a jeszcze lepiej podwładnym) bądź specjalistą o rzadkich kwalifikacjach.


Nadzieje i obawy

Przywoływany już sondaż z 1999 r. pokazał, że Polacy są częściej skłonni dostrzegać związane z pobytem cudzoziemców zagrożenia (83%) niż korzyści (65%). Wprawdzie blisko trzy piąte ankietowanych wymieniało korzyści gospodarcze, ale zarazem więcej niż połowa wskazywała na gospodarcze zagrożenia. W drugiej kolejności (47%) wśród zagrożeń wymieniano przestępczość i zjawiska społecznie niepożądane (żebractwo, prostytucja). O zagrożeniach kulturowych wspomniało jedynie 4% badanych (podczas gdy 7% o korzyściach).

Wśród korzyści gospodarczych wymieniano głównie napływ inwestycji i tworzenie miejsc pracy (36% respondentów), wzbogacenie oferty towarów na rynku (12%), pomoc zagraniczną i napływ pieniądza (10%), a wśród zagrożeń — pracę na czarno i napływ taniej siły roboczej (33%), a w dalszej kolejności przemyt (7%), wykupywanie polskiej własności (ziemi, majątku, przedsiębiorstw) przez obcokrajowców (6%) a także nadużywanie pomocy państwa (5%).

Obawy społeczne wyrażają się również w poparciu dla zmian wprowadzonych przez nową ustawę o cudzoziemcach, zaostrzającą przepisy graniczne. Sondaż z lipca 1998 r. pokazał, że ze zmianami tymi wiązano przede wszystkim nadzieje na zmniejszenie przestępczości (głównie kryminalnej), a także na takie korzyści gospodarcze, jak spadek bezrobocia, ograniczenie konkurencji, ochrona polskiego rynku. Przeciwnicy nowelizacji ustawy obawiali się, że pociągnie ona za sobą utratę pracy i dochodów przez ludzi i przedsiębiorstwa, których funkcjonowanie jest pośrednio lub bezpośrednio związane z  handlem na bazarach i targowiskach obsługujących cudzoziemców zza wschodniej granicy. Stosunkowo często odwoływano się do idei otwartości granic i swobody podróżowania, jak również solidarności z przyjeżdżającymi do nas cudzoziemcami.


Zróżnicowanie postaw

Głównym czynnikiem wpływającym na postawy Polaków wobec cudzoziemców jest, jak się wydaje, kraj pochodzenia i narodowość. Z obecnością cudzoziemców z Zachodu wiążą Polacy więcej korzyści niż strat (wskazują przede wszystkim na napływ kapitału i wzorów kultury zachodniej). Na drugim miejscu stawiają pod tym względem przybyszów z Czech i Słowacji, a dalej (już z przewagą strat) Koreańczyków i Wietnamczyków. Zdecydowanie najmniej dobrych stron upatrują w przyjazdach obywateli byłego ZSRR (a więc grupy, obok Niemców, najliczniej u nas reprezentowanej) — tu górę biorą obawy przed wzrostem przestępczości i bezrobocia. Postulat ograniczenia przyjazdów do Polski wiąże się zatem w małym stopniu z tradycyjnymi polskimi antypatiami etnicznymi — w stosunku do obywateli Izraela (Żydów) lub Niemców zgłasza go zaledwie co dwudziesty badany.

Przybysze z byłego ZSRR lub krajów „biednych” są traktowani jak reprezentanci świata o niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego, przybysze z Zachodu jak przedstawiciele świata rozwiniętego. Warto jednak w tym miejscu odnotować, że jak wynika z sondażu CBOS – u z 2001r., tradycyjne sympatie Polaków ulegają zmianie — zarysowała się tendencja do powolnego spadku sympatii do mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych. Towarzyszy temu poprawa stosunku do narodów (krajów) naszego regionu, a szczególnie do naszych wschodnich sąsiadów, a także Romów (Cyganów) i Serbów. Być może obserwujemy tu dystansowanie się wobec Zachodu po zachłyśnięciu się nim w pierwszym okresie transformacji.

Podobnie wyglądają wyniki badania opinii publicznej w USA, Kanadzie, Australii i krajach Europy Zachodniej (Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec). Mieszkańcy tych krajów również chętniej widzą cudzoziemców z tego samego kręgu cywilizacyjnego i kulturowego, a są mniej przyjaźnie nastawieni wobec imigrantów wyraźnie odmiennych rasowo, kulturowo i etnicznie (czasem ich wręcz odrzucają). I tak obywatele USA i Kanady, pomimo ogólnie pozytywnego stosunku do imigracji i cudzoziemców, preferują przybyszów z państw „starej imigracji” (czyli głównie z Europy), Australijczycy — imigrantów z Wielkiej Brytanii, Irlandii i Europy Zachodniej, Brytyjczycy — z Australii, Nowej Zelandii i Unii Europejskiej, Francuzi — głównie obywateli krajów Europy Północnej, Niemcy — Europy Północnej i Południowej.


Podsumowanie

Akceptacja pracy cudzoziemca w Polsce ma, ogólnie rzecz biorąc, charakter „ograniczonego przyzwolenia”. Owo przyzwolenie zależy od paru czynników. Po pierwsze, od stanu nastrojów społecznych związanych z bezrobociem (z tego punktu widzenia najbliższe dwa – trzy lata nie będą z pewnością łatwe). Po drugie, od specjalności zawodowej przybysza (tu wchodzą w grę obawy związane z „podażą taniej siły roboczej”). Po trzecie, od kraju jego pochodzenia.

Niemałą rolę odgrywa prawdopodobnie jeszcze jeden czynnik — sposób prezentacji cudzoziemców w środkach masowego przekazu. Analiza artykułów prasowych wskazuje, że imigranci są zazwyczaj przedstawiani w złym świetle. Dotyczy to przede wszystkim cudzoziemców ze Wschodu oraz Romów (Cyganów). Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z tworzeniem negatywnego obrazu „cudzoziemca kolektywnego”.

Stosunek Polaków do zatrudniania cudzoziemców dobrze oddaje obecne zróżnicowanie społeczne. O korzyściach z ich napływu i pracy mówią bowiem głównie osoby młodsze, wykształcone, z ustabilizowaną pozycją zawodową, dobrze oceniające swoją sytuację materialną i pochodzące z dużych miast. Są to więc ludzie najmniej zagrożeni negatywnymi skutkami migracji, a wśród płynących z niej korzyści wskazują przede wszystkim inwestycje i tworzenie nowych miejsc pracy. Niechęć wobec zatrudniania obcokrajowców wyrażają najczęściej osoby starsze, o niższych dochodach, gorzej wykształcone, zatrudnione w rolnictwie, źle oceniające swoją sytuację materialną, a także bierne zawodowo (bezrobotni i emeryci). Wśród ujemnych stron tego zjawiska wymieniają przede wszystkim konkurencję na rynku pracy, niepłacenie przez przybyszów podatków oraz zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa publicznego.




 <– Spis treści numeru