Maria Konopka-Wichrowska

Demokracja nie lubi historii?



Zdążyliśmy zapomnieć, że demokracja to przewrotna figlarka, choć współcześnie zdaje się być najlepszym systemowym rozwiązaniem.

Jej klasyczną postać mocno krytykował mędrzec Platon, dla którego wśród złych ustrojów wyróżniała się wprawdzie pozytywnie, ale wśród dobrych była najgorszym. Zdaniem jakby przychylniejszego jej Arystotelesa i tak stanowiła tylko - jako rządy ,,dla korzyści ubogich'' - zwyrodnienie ustroju właściwego, politei, czyli rządów obywateli ku ogólnemu pożytkowi.

Za nieobecną tęsknimy, zadomowioną zaś, gdy zademonstruje swe nieobliczalne sztuczki, nierzadko pozwalają przepędzić niegdysiejsi wielbiciele. Gdy zwyciężają ,,nie nasze poglądy'' i ,,nie nasi'' ludzie, podejrzewamy, że przysnęła i obmyślamy lepsze metody dowiedzenia ,,jedynie słusznych racji''.

Odmiana rodzima, reanimowana nie tak dawno niemałym wysiłkiem (a też mocno jest wiekowa), u schyłku tego lata wzruszyła nielicznych zainteresowanych skromnymi obchodami nieokrągłych rocznic klęsk ich młodości i powtórnymi pogrzebami znaczących postaci II Niepodległej: sanacyjnego prezydenta Ignacego Mościckiego i antysanacyjnego generała-premiera Władysława Sikorskiego. Jakże inne emocje, jeszcze kilka lat temu, towarzyszyłyby podobnym wydarzeniom! Także wśród młodzieży, która, nawet zainteresowana historią, odrzuca dziś związane z nią sentymenty.

Rownież 11 listopada raczej starsi uronią łzę, słysząc ,,Pierwszą Brygadę''. Niekoniecznie też będą pamiętać, że w międzywojniu demokracji nie zawsze dobrze się wiodło. Zresztą młodzi, którzy konspirowali przeciwko pseudodemokratycznej PRL, patronem swych marzeń o demokracji właśnie, nie tylko o niepodległości, czynili nierzadko Marszałka Piłsudskiego (oj, zdziwiłby się wielce!), dzięki czemu w demokratycznej III RP stał się on protektorem licznych uczelni, ulic i placów. Cóż, symbolem demokracji ateńskiej był wieloletni jedynowładca Perykles.

Także wybory wrześniowe (demokracja zaprezentowała wówczas cała swą finezję) pokazały, że historia niewielu już obchodzi. Przewagę zyskali głosujący, którzy kierowali się nie przeszłością, nie przyszłością zresztą również, lecz dotykaną i dotkliwą teraźniejszością. Później niejednego przeraziło, gdy odnalazł siebie po stronie większości. Większość przecież nie zawsze miewa rację. Demokracja szlachecka wymyśliła na tę okoliczność liberum veto - głos wolny, dla ochrony mniejszości przed zdominowaniem, a wszystkich przed absolutystycznymi zapędami niekoniecznie mądrych władców. Przywilej kontrowersyjny, gdyż nadużywany z czasem, ze szczytnych przecież wyrastał pobudek. Każdy szlachcic - obywatel czuł się współodpowiedzialny za losy państwa i początkowo rzeczywiście raczej dla idei, nie dla pieniędzy sejmy zrywano. Czynili to równie chętnie sami monarchowie przez podstawionych ludzi. Na sejmach ,,ucierano'' aż do ogólnego ,,konsensusu''. Jakoś ta I Rzeczpospolita funkcjonowała i nawet z wrogami sobie radziła, póki nie popadła w samozadowolenie i nie straciła instynktu samozachowawczego. Demokracja bowiem sprzyjała dobremu samopoczuciu obywatela, ale jedynowładztwo było skuteczniejsze, gdy państwo pragnęło rozszerzyć swe granice lub bronić się przed zachłannymi sąsiadami.

Nadal dobrze jest mieć sąsiadów demokratów. Właśnie demokratyczny świat opowiedział się po stronie walczącego z parlamentem rosyjskiego prezydenta, uznając taki wybór za mniejsze zło, i już niepokoi się efektami zwycięstwa popieranej siły.

Różnie więc jest z tą demokracją, ale niech już przy nas zostanie z całym dobrodziejstwem inwentarza. A co z tytułowym pytaniem? Zobaczymy.




Podkowiański Magazyn Kulturalny  [ Strona główna ]  [ Archiwum ]